
Odbicie przeszłości
Powieść obyczajowa o tym, że każda decyzja sięga przeszłości. Realistyczna historia o sprzecznych emocjach, które pomagają stanąć w prawdzie albo pchają ku kłamstwu. To wciągająca powieść o rodzinie, zdradzie i przyjaźni – dla czytelników, którzy szukają w literaturze pięknej prawdziwej głębi.
Czy można odkupić własne winy bez konfrontacji z nimi? Czy fatalny błąd można przekuć w szansę i za jaką cenę?
To pierwszy tom cyklu Cienie prawdy – dramat rodzinny o relacjach, które pod wpływem jednego zdarzenia zostają wystawione na próbę i ulegają przewartościowaniu. Powieść wydana przez Wydawnictwo Replika.
Emocjonalny rollercoaster – napięcie, wzruszenie, złość i nadzieja w jednej historii.
– Mama tosiaczka czyta
Autorka mistrzowsko gra na emocjach – pisze dojrzale, mocno i niezwykle prawdziwie.
– Tatiasza Aleksiej
To książki kompletne i poruszające – opowiadające o życiu w sposób, który naprawdę trafia.
– Książekczara
Psychologiczne portrety postaci i dialogi są fenomenalne.
– Psycholog czyta
Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak fabuła się potoczy. Nawet kiedy nie czytałam, cały czas byłam z bohaterami w samym środku wydarzeń.
– DomowyKlimacik
Mimo, że autorka pisze w niezwykle spokojny sposób, to jednak wspaniale stopniuje napięcie i powoduje, że przez książkę się płynie, z niecierpliwością oczekując zakończenia.
– aleks_is_reading
Opinie i recenzje książki Odbicie przeszłości
Więcej opinii czytelników książek obyczajowych nt. Odbicia przeszłości → Zajrzyj do recenzji i dyskusji w serwisie Lubimyczytac.pl.
Inspiracje do napisania powieści
Ta opowieść zakiełkowała we mnie po lekturze książki Pułapki przyjemności autorstwa Roberta Rutkowskiego. W teorii wiemy, jak wielką moc ma podświadomość. Jednak czy naprawdę zdajemy sobie sprawę, jak długo i bezwzględnie rządzą nami tajemnice przeszłości, zatarte obrazy, zapachy i na pozór wybrzmiałe emocje?
W Odbiciu przeszłości znajdziecie także to, czego i ja szukam w ambitnej literaturze, czyli solidną dawkę wiedzy wplecionej naturalnie w fabułę. Są to głównie aspekty medyczne. Wymagały one dogłębnego reaserchu i konsultacji z fachowcami w dziedzinie nefrologii i transplantologii, ale odkrywanie świata na potrzeby dobrej powieści obyczajowej to jeden z fascynujących aspektów pisarskiego rzemiosła.
Odbicie przeszłości to książka dająca do myślenia: łączy porywającą fabułę z wiedzą medyczną, psychologiczną i społeczną. Dla osób szukających dobrych powieści, które wciągają i uczą jednocześnie.
Gdzie kupić książkę Odbicie przeszłości?
Powieści Marii Weroniki Józefackiej kupisz w większości księgarni internetowych – poniżej kilka sprawdzonych miejsc. Odbicie przeszłości dostępne jako książka i e-book.
Inne książki z cyklu
Prolog
Pyk – jasna ścieżka pomknęła od koronki do połowy łydki.
– Cholera! – Agata klapnęła na łóżko, zrolowała pończochę i cisnęła ją na dywan.
Obtarła nos wierzchem dłoni i sięgnęła po kolejne opakowanie, ale od razu je odłożyła. Przemierzyła pokój, biorąc kilka głębokich wdechów. Na wysokości otwartych drzwi łazienki mignęło jej odbicie w lustrze – z daleka świecił czerwony nos. Z podpuchniętymi oczami i włosami w nieładzie wyglądała jak lumpiara spod nocnego, a nie wypiękniona na bal księżniczka. Księżniczka. Kuźwa! Tylko księcia brak. Trąciła nogą drzwi i zapuchnięta zmora zniknęła. Agata wzięła kilka głębokich wdechów. Musiała się opanować, bo inaczej pójdzie na imprezę z gołymi nogami, ewentualnie w zimowych barchanowych rajstopach.
Poprawiła wpijające się w żebra fiszbiny stanika, upchnęła nieznośnie wypiętrzony biust. Nie bacząc na to, że przechodnie ujrzą przez firankę postać w negliżu, przysiadła na parapecie. Obrzuciła smętnym spojrzeniem sukienkę. Uszyta z lejącego materiału w nasyconym wrzosowym kolorze, z cieniutkimi ramiączkami odkrywającymi plecy, kopertowym dekoltem i rozcięciem niemal po biodro, zachwycała nawet na wieszaku.
Oderwała się od okna i musnęła materiał. Odwiedzała kreację kilka razy w sklepie, przymierzała, oglądała, ale przepaść między ceną a portfelem świeżo upieczonej pielęgniarki niezmiennie przypominała Rów Mariański. Tydzień temu, kiedy zdecydowała ostatecznie, że założy którąś ze starych kiecek, kurier dostarczył suknię opakowaną w szary papier opatrzony malutkim, narysowanym odręcznie serduszkiem. Metki już nie było. Cały Daniel – wydał na nią instruktorską wypłatę ze sporym okładem. Potem upierał się, że nic nie wie na temat przesyłki.
Agata przełknęła gulę w gardle i zerknęła na zegarek. Było po szesnastej – najwyższy czas, żeby wziąć się w garść, przypudrować rozgoryczenie i przywołać na twarz uśmiech. Przyda się, przynajmniej na początku, gdy koleżanki przyklejone do partnerów będą wypytywać, dlaczego przyszła sama. Potem już jakoś pójdzie; coś zje, wypije parę drinków, trochę potańczy, a później wymknie się do domu.
Rozerwała nową paczkę pończoch i ostrożnie wciągnęła je na nogi. Założyła ciemnoszare, sprezentowane przez tatę na tę okazję szpilki i zdjęła z wieszaka sukienkę. Po chwili walki z zamkiem przejrzała się w lustrze i słabo uśmiechnęła. Leżała jak uszyta specjalnie dla niej. Fiolet fantastycznie grał ze śniadą, muśniętą czerwcowym słońcem skórą. Daniel świetnie wyglądałby przy niej w popielatym garniturze i białej koszuli…
Ustawiła się bokiem do lustra, wysunęła nogę z rozcięcia. Odsłonięte szczupłe łopatki i zgrabne udo balansowały na granicy elegancji i seksu. Tak właśnie miało być.
– Tylko głowa jakby dokręcona od innej lalki – mruknęła Agata, po czym ostrożnie, by nie przydepnąć rąbka sukni, usiadła przy biurku.
Przysunęła bliżej lusterko i koszyczek z kosmetykami. Spryskała twarz mgiełką, wklepała pod oczy krem, potem nałożyła rozświetlającą bazę, kryjący podkład i korektor, dużo korektora, na koniec transparentny puder. Zastygła z pędzlem w dłoni. Spoglądała na nią emanująca satynowym blaskiem twarz.
Agata uśmiechnęła się do niej i raptem uświadomiła sobie, że czegoś jej brakuje – od rana siedziała w całkowitej ciszy, nie grało nawet radio u rodziców na dole. Znalazła w torebce telefon i zastanowiła się, jaka muzyka poprawiłaby jej nastrój. Nagle ikonę YouTube’a przykryło okienko wiadomości od Przemka.
Bawcie się dziś dobrze, uczcij należycie wejście na drogę pielęgniarskiej kariery.
– Bawcie się! – prychnęła Agata i odpisała szybko:
Dzięki, Przemo, ale liczba mnoga jest tu nie na miejscu. Daniel pognał dziś rano do Radziejowic. Podobno mama stoi nad grobem. Jeśli dobrze liczę, trzeci raz w tym miesiącu. Aktualnie mam ochotę wepchnąć ją do tego grobu.
Nacisnęła wyślij, nie dając sobie czasu na przemyślenia. Jeszcze by zmiękła i złagodziła ton. Ulżyło jej. Trochę. Przypomniała sobie o niedokończonym makijażu. Wybrała na ekranie koncert i pokojem zawładnął głęboki mezzosopran Adele. Podkreśliła kredką i bez tego wyraziste brwi, spryskała twarz utrwalaczem, nałożyła na powieki opalizujący grafitowo cień i pociągnęła rzęsy maskarą.
Gdy zamierzała ocenić efekt końcowy, przez dźwięki muzyki przebiło się piknięcie. Spojrzała na komórkę – odpowiedź od Przemka:
Ech, cały Krótki. Przykro mi, że tak wyszło. Ale nie daj sobie zepsuć imprezy. Pamiętaj, że to Twój wieczór.
Agata podziękowała zdawkowo, odłożyła telefon i okręciła się przed dużym lustrem. Take it all, które akurat buchnęło energetycznym rytmem, obudziło mrowienie w brzuchu. Odsunęła firankę i w pokoju zatańczyły słoneczne refleksy. Jej też zachciało się tańczyć. Może nie tak to sobie wyobrażała, może nie będzie u jej boku Daniela, ale czy to wyklucza dobrą zabawę? Zakołysała przed lustrem biodrami, a w nogach zagrały sprężystość i precyzja; resztki pamięci mięśniowej wypracowanej przez lata tanecznych treningów. Z dreszczem ekscytacji pomyślała o chwili, gdy muzyka wsiąka w ciało, a ono poddaje się rytmowi. I o krótkich chwilach odpoczynku od tańca, które spędzi wśród rozbawionych przyjaciół. Opowiedzą setny raz, która ile razy zemdlała przy wkłuciach, powspominają emocje towarzyszące pierwszym kontaktom z prawdziwymi pacjentami, pośmieją się ze zdziwaczałego wykładowcy od farmakologii.
Wyobrażenie posiadówki przy elegancko zastawionych stołach obudziło ssanie w żołądku. Pochłonięta od rana lamentowaniem z powodu nagłego wyjazdu Daniela zjadła tylko jedną z kanapek, które podsunęła jej pod nos mama.
Spojrzała znów w lustro i potarła nos, bo w głowie zakiełkowała jej przekorna myśl. Właściwie dlaczego miałaby iść sama? Czekała na tę imprezę od tak dawna, więc dlaczego ból brzucha potencjalnej teściowej miałby jej popsuć plany?
Zerknęła na zegarek i przeprowadziła szybki research, przewinęła w głowie listę potencjalnych kandydatów. Odrzuciła od razu tych, którym brakowało fantazji, by zebrać się w ciągu dwóch godzin na imprezę oraz tych, którzy by to zrobili, licząc na ciąg dalszy. Oraz tych, o których Daniel mógłby być zazdrosny; nie chciała zrobić mu przykrości. Postukała aparatem o nasadę dłoni i wybrała numer.
Rozdział 1
Marta sięgnęła do torby i wyjęła paczkę cieniasów. Rzadko paliła, ale teraz naszła ją nieodparta ochota, by odbębnioną wreszcie rutynową wizytę u lekarza nagrodzić smakiem Vogue’a. Przez listowie przedarł się promień słońca i pudełko zabłysło obiecująco perłową zielenią. Sięgała po zapalniczkę, gdy coś twardego pacnęło ją w ramię. Papieros przepadł w czeluściach torby. Fuknęła i się rozejrzała. W trawie leżała zszargana piłka tenisowa. Kilka sekund później obok piłki pojawiły się dziecięce stopy i posiniaczone kolana.
– Przepraszam. – Na oko czteroletni rudzielec przestępował z nogi na nogę. Palce zakończone paznokciami z żałobą zwijały róg szortów w rulonik, druga ręka wskazywała piłkę. Szmaragdowe punkciki oczu spoglądały na Martę z przesadzoną skruchą; mały opanował procedurę przeprosin do perfekcji.
– Nie ma sprawy, zmiataj. – Machnęła ręką.
Odprowadziła go rozbawionym spojrzeniem. Dołączył do siedzącej na ocienionej ławce kobiety. Towarzyszyła jej niemal doskonała kopia rudzielca. Kobieta pogładziła drugiego syna po chudych łopatkach i – pewnie w nagrodę za odwagę cywilną – wręczyła mu banana. Chłopcy siedzieli teraz ramię w ramię, majtali nogami i zajadali, poszturchując się i gestykulując.
Marta obserwowała ich przez dłuższą chwilę; wyławiała zaczepne spojrzenia, odgadywała potyczki słowne. Wyczuwała więź, która sprawiała, że brat w jednej sekundzie przeistacza się z przyjaciela w śmiertelnego wroga, i na odwrót. Próbowała oderwać od nich wzrok, zawrócić z drogi, która tyle razy zagnała ją w groźne zaułki wspomnień. Wbrew instynktowi samozachowawczemu przywołała smak przynależności; bezpiecznej i oczywistej jak oddychanie. Pozwoliła sobie na to, choć wiedziała, że na końcu tej drogi, niczym na uciekającego bohatera filmu, czeka na nią mur nie do przeskoczenia.
Z zamyślenia wyrwało ją piknięcie smartfona. Odczytała wiadomość od Renaty:
Mamy małą zmianę. Bądź gotowa na 12.30.
Straciła ochotę na palenie. Zamknęła oczy i zwróciła twarz ku koronie drzewa, by nasycić się gościnnym chłodem, zanim wyjdzie na rozpaloną ulicę.
Związała włosy w gruby supeł na czubku głowy, uzbroiła się w okulary przeciwsłoneczne, wyszła z Lasku Brzozowego i ruszyła Lanciego w stronę Płaskowickiej.
Niespełna godzinę później, ubrana w szafirową sukienkę bez ramiączek i szpilki, wsiadła do czekającego przed bramą osiedla audi.
– Cześć, a ty przypadkiem nie miałeś dziś kuć do egzaminu z makroekonomii? – Wsunęła się na miejsce obok kierowcy. Pomyślała, że w ciemnych okularach rodem z Top Gun, z lekką opalenizną łagodzącą blizny po trądziku i modnie wymodelowaną fryzurą Igor prezentował się niczego sobie. Co nie zmieniało faktu, że nie był w jej typie.
– W świetle nadchodzących wakacyjnych wydatków bardziej interesuje mnie mikroekonomia mojego własnego portfela – odpowiedział i ruszył. – Poza tym muszę załatwić coś przy placu Zawiszy, więc wspaniałomyślnie zaoferowałem Renacie, że cię podrzucę.
– Dzięki, łaskawco. Znasz procedurę – raczej stwierdziła niż zapytała. Nie słuchała odpowiedzi; wiedziała, że Igor zadba o nią lepiej niż którykolwiek z chłopaków podsyłanych przez Oskara. Zapatrzyła się w okno. Jak zwykle potrzebowała chwili na wczucie się w rolę.
Wchodząc w dyskretnej asyście Igora do Radissona, przylepiła do twarzy uśmiech.
*
Daniel dostrzegł Agatę w progu restauracji; szukała ich wzrokiem. Uniósł rękę, ale uprzedziła go Natka.
– Mama! – Objęła ramionami jej uda i wtuliła buzię w plisy spódnicy. – Pachnies spitalem. – Wyciągnęła w górę ręce.
Agata posadziła ją na biodrze i nadstawiła policzek do całusów. Spod uśmiechu przebijało znużenie.
– Co to za okazja, że gnałam tu prosto z pracy? – Uwolniła się od Natki i usadowiła na kanapie naprzeciw Daniela i Julki. – Padam z nóg. – Westchnęła. – Mieliśmy robotnika przywalonego przez rusztowanie i adepta parkuru po upadku z dachu, w dodatku Iwona musiała pójść na zastępstwo na chirurgię… – Urwała i spojrzała badawczo na Daniela. Słuchał jej sprawozdania z ledwo wstrzymywanym uśmiechem.
– No dobra, mówcie, co się dzieje. Tylko, błagam, zamówmy coś najpierw, bo mam żołądek jak zasuszona śliwka. – Dała znak kelnerowi.
– Buon giorno! – Śniady nastolatek obdarzył ją klasycznym południowym uśmiechem. – Miło mi znów państwa widzieć.
– Buon giorno, Marcello! Dla mnie na początek bruschetta, a potem średnia prosciutto, dla dziewczynek średnia na spółkę. Połówka Julki z kurczakiem i symbolicznie sera, trzeba jej ograniczać tłuszcze. Natka może dostać szynkę i więcej sera.
– Dla mnie jak zwykle duża diabolo. Poproś tatę, żeby nie żałował peperoncino – dorzucił Daniel. – Poprosimy też o butelkę białego, dobrze schłodzonego wina, może być z bąbelkami.
– No, no… – Agata uniosła brwi.
– Bo tata dostał zlecenie na osiedle! – Julka przykryła dłonią usta i łypnęła na Daniela.
– No tak! Przez ten kociokwik na oddziale kompletnie zapomniałam! Naprawdę macie to zlecenie? – Nie czekając na odpowiedź, podeszła do Daniela i musnęła ustami jego policzek.
Przytrzymał ją lekko za rękę i zrobił miejsce obok siebie. Zawahała się, ale skorzystała. Owionął go swojski, niepowtarzalny miks perfum Versace Bright Crystal i środków dezynfekujących.
Julka przesiadła się na miejsce mamy. Podparta na łokciach, z rozjaśnioną buzią, obserwowała, jak tata otacza ją ramieniem.
– Tak, po tysiącu poprawek nasza wizja ostatecznie przypadła prezesowi do gustu. Podpiszemy za parę dni umowę i zapłacą nam za projekt koncepcyjny. Wygląda na to, że zamkniemy dwa tysiące dziewiętnasty rok na sporym plusie. – Daniel emanował aurą zdobywcy.
– Prosecco dla państwa, tata poleca, sam testował. – Marcello zaprezentował operloną butelkę. Na znak Daniela nalał wina do kieliszków. Zniknął w kuchni i po kilku sekundach wrócił na salę obładowany talerzami.
– Pizza idzie! – Natka porzuciła segregowanie kamyczków w donicy z beniaminkiem.
Na widok bruschetty Agacie zaburczało w brzuchu tak głośno, że kelner z trudem zachował powagę. Rodzina nie okazała ani krzty taktu.
Daniel uniósł kieliszek, ale Agata go powstrzymała.
– Za twój sukces. – Spojrzała mężowi w oczy. – Jesteśmy… Jestem z ciebie bardzo dumna.
– Tak, tata, jesteś najlepsiejszym architektem na świecie! – Julka spełniła toast wodą mineralną.
– Raczej handlowcem, ale bardzo dziękuję. – Skłonił nisko głowę i upił łyk. Bąbelki przyjemnie łaskotały podniebienie. – Tylko musicie wiedzieć, że zlecenie nie oznacza końca pracy, a dopiero jej początek – zastrzegł, zwracając się do dziewczynek. – Ktoś kupił nasz pomysł, zaufał nam, ale zapłaci dopiero wtedy, gdy przygotujemy projekt i uzyskamy pozwolenie na budowę. To długa droga. Mnie i wujka Przemka czeka baaaardzo dużo roboty.
– Ale pójdziesz z nami jutro do zoo? Obiecałeś. – Julkę frapowały raczej plany krótkoterminowe.
– Obiecałem, więc pójdę, tylko może w piątek. Jutro rano jadę do biura, a wieczorem świętuję z pracownikami. – Zerknął z ukosa na Agatę. Zeskrobywała z bluzki Natki kropki sosu pomidorowego.
Daniel przyciągnął żonę do siebie, a ona wtuliła się w jego ramię. Stuknęli się kieliszkami.
– A jak już tata zarobi te pieniądze, to przeprowadzimy się do Radziejowic. Zbuduje nam domek na drzewie. Z drabinką linową. I postawimy basen – rzuciła Julka znad talerza. – O, taki głęboki. – Zademonstrowała poziom wody na własnej szyi.
Kieliszek w dłoni Daniela znieruchomiał.
– Słucham? – Agata puściła jego ramię.
– Tata mówił, że dom po babci Hani jest teraz nasz – wyjaśniła Julka, wydłubując z pizzy skrawki rukoli.
– Szkoda, że tata nie porozmawiał o tym najpierw ze mną. – Agata wwierciła wzrok w Daniela. Jej kości policzkowe drżały, ślad po ospie na płatku nosa podrygiwał rytmicznie. Mechanicznym ruchem uwolniła z wysokiego krzesełka Natalkę. Zmięła leżącą obok talerza serwetkę.
Julka spoglądała spłoszona to na mamę, to na tatę.
Daniel w milczeniu studiował etykietę na flakoniku z oliwą.
– Czy ty naprawdę musisz myśleć tylko o sobie? – Agata nie wytrzymała. – Nie przyszło ci do głowy, że powinieneś ustalić to ze mną, zanim namieszasz dzieciom w głowach?
– Przecież porozmawiałbym z tobą, to oczywiste – odparł znużonym tonem. Wiedział już, że to koniec sielanki. – Ale przyznaj chociaż, że to niezły pomysł. Mógłbym pracować z domu, dziewczynki miałyby miejsce do zabawy na powietrzu, a…
– Widzę, że już wszystko obmyśliłeś! – Serwetka w palcach Agaty zamieniła się w twardą kulkę. – A co z moją pracą? – Zignorowała ciekawskie spojrzenia pary przy sąsiednim stoliku. – Może nie mam ochoty tkwić na zadupiu tylko dlatego, że masz do niego sentyment!
– Radziejowice to nie żadne zadupie. Odkąd otworzyli ekspresówkę, dojazd do Warszawy zajmuje niewiele ponad pół godziny. Wiedziałabyś o tym, gdybyś częściej tam bywała – odgryzł się. – I nie chodzi tu wcale o mój sentyment, tylko…
Urwał, gdy Agata sięgnęła po torbę. Przywołała Natalię i ponagliła Julkę, która grzebała smętnie w jedzeniu. Wreszcie pochyliła się ku Danielowi.
– Jesteś pieprzonym egoistą. – Zniżyła głos. – I nie wycieraj sobie ust dobrem Julki. Najlepszą opiekę będzie miała w Warszawie, mając obok swojego lekarza. Jestem pielęgniarką i potrafię zadbać o własną córkę – dorzuciła. – Nie zamieszkam w domu, w którym na każdym kroku straszy duch Hanki. Myślałam, że po jej śmierci pęknie ta wasza cholerna stalowa pępowina. Mój błąd. – Pociągnęła Natalkę, ignorując jej głośne protesty.
Julka przylgnęła przelotnie do Daniela, zajrzała mu przepraszająco w oczy i dołączyła do Agaty. Z progu posłała tacie smutny uśmiech.
Osamotniony, popatrzył ponuro po talerzach i potarł w zamyśleniu płatek ucha. Rozumiał, że Agatę zmęczył dyżur, ale zdecydowanie przesadziła. Przede wszystkim jednak był wściekły na siebie. Nie tak miało wyglądać to popołudnie. Po wyjściu z BDC zarezerwował stolik, odwołał panią Olę i odebrał dziewczynki kolejno z przedszkola i szkoły. Gawędził z Julką i Natką w drodze do Fabrizia. Opowiedział im o sukcesie Archeonu i niesiony entuzjazmem wspomniał o Radziejowicach. Chciał tylko, żeby dzieliły z nim nastrój, a trudno, żeby ekscytowała je umowa z deweloperem. A może wcale nie? Może podświadomie próbował zaskarbić sobie ich przychylność, mieć po swojej stronie, gdy przedstawi pomysł Agacie? Powinien zgadnąć, że podzielą się bajeczną wizją z mamą. Fuck!
Najbardziej szkoda mu było Julki; zapewne obwiniała się o zepsuty wieczór. Z takim rozanieleniem patrzyła na niego i Agatę, gdy przez tę krótką chwilę siedzieli objęci niczym zgodna para… Naprawdę myślał głównie o niej, gdy rozważał przeprowadzkę. Ta niesprawiedliwość ze strony Agaty bolała najbardziej.
Nadgryzł od niechcenia kawałek zimnej pizzy i popił ciepławym prosecco.
Ciekawe, czy w ogóle zauważy piwonie, które dla niej kupił? Może ich widok jeszcze bardziej ją rozjuszy? I bardzo dobrze, niech je nawet wywali. Nie będzie płaszczył się przed! I mogłaby wreszcie przestać czepiać się mamy. Chociaż po jej śmierci.
Przywołał w końcu Marcella, zapłacił rachunek i wyszedł na zalaną popołudniowym słońcem ulicę. Od chodnika bił żar, ale powietrze rozrzedzały słabe powiewy.
Zawahał się i ruszył do domu okrężną drogą. Kluczył w zamyśleniu ulicami, studiował wystawy sklepów. Park, dwie godziny temu niemal wymarły, rozkwitł gwarem rozmów i śmiechu. Po alejkach śmigały nastolatki na hulajnogach i brzdące na rowerkach biegowych; miasto łapało oddech. U wylotu skweru zatrzymała go wibracja w kieszeni.
Piwonie cudnie pachną. Dziękuję.
Wypuścił głośno powietrze. Podarował uśmiech staruszce doglądającej rozłożonego przy przystanku autobusowym kramiku z bukietami. Uszedł kilka kroków i zawrócił. Kupił dwa pęczki spiętych gumką recepturką stokrotek.
Koniec fragmentu. Pełna wersja powieści dostępna w księgarniach.


